Wywiad z trenerem R6T – Avahirem

Home/E-Sport/Wywiad z trenerem R6T – Avahirem

Wywiad z trenerem R6T – Avahirem

Zapraszamy do zapoznania się z wypowiedziami trenera R6T Avahirem, dotyczącymi całej drużyny oraz Ultraligi

Jakie były twoje założenia oraz wizja podczas tworzenia pierwszego składu League of Legends w R-SIXTEAM?

Na pewno wiedziałem, że ten skład nie będzie idealny, ponieważ na złożenie go miałem zaledwie trzy dni. Większość drużyn miała już zakontraktowanych graczy, więc byłem tak naprawdę ostatni w wyścigu. Zakładałem, że nie dostanę idealnych zawodników, którzy sami z siebie dojdą do play-offów. Jednak ostatecznie ja oraz każdy, kto spojrzał na ten roster, był zadowolony z tego, co udało mi się złożyć.

Skład był zacny, a najlepszym przykładem na to jest Matisław, który z gracza, którego nikt nie chciał, przerodził się w zawodnika, który jest obecnie brany pod lupę każdej drużyny. To w sumie świadczy o tym, że w Polsce nie rozpatrujemy dokładnie wszystkich możliwości.

Ja bardzo stronię od złej etyki i nastawienia, więc chciałem mieć w składzie graczy dojrzałych. Szukałem zawodników, którzy mają coś w mózgu i nie będą wywoływali konfliktów. Nie byłem pewny, czy wygramy wszystko z tymi zawodnikami, ale wiedziałem, że drużyna sobie poradzi i nigdy nie będzie w niej bezsensownych kłótni.

W sumie miałem bardzo skromne założenia, bo zadanie złożenia składu w tak krótkim czasie jest bardzo trudne. Mogę tu wspomnieć o tym, że nie chciałem też gwiazdy zespołu albo głównego shotcallera. Co prawda początkowo chciałem skupić ekipę wokół Ippona, ponieważ wiem, że ten zawodnik w odpowiednim otoczeniu może się pokazać z wyśmienitej strony, lecz ostatecznie nie starałem się budować takiej narracji.

Wszystko mogę podsumować jednym zdaniem – w ciemno nie dało się złożyć lepszego składu.

Obawiałeś się czegoś po pierwszych dniach treningów?

Wszystkie moje obawy się spełniły. Wiedziałem, jakie mogą tu wystąpić problemy i tak właściwie wszystkie się zdarzyły. Jednak to nie było nic złego. Głównym problemem był nasz brak przystosowania się do mety. Od samego początku cała piątka graczy miała pewne braki w wyborze bohaterów, przez co my musieliśmy nieraz banować Irelię, którą nie graliśmy, a do tego nie zdarzały się u nas sytuacje, w których mogliśmy flexować Urgota albo Aatroxa. Po prostu meta Ultraligi była dla nas bardzo nieprzyjazna.

Jednak od pierwszych treningów widziałem, że ci gracze są wokalni i ambitni. Każdy chciał trenować i był zmotywowany do rozwoju. Widziałem, że oni wkładają w to swoje serce i nie chcą zaprzepaścić żadnej minuty wspólnego czasu. Dodatkowo cieszyło mnie to, że ci gracze byli naprawdę dojrzali. Żaden z nich nie rzucał bezsensownych wyzwisk w stronę drugiego, przez co atmosfera była naprawdę dobra, a wszystkie uwagi miały sens.

Jakie były twoje odczucia po pierwszej kolejce, na której poznałeś bliżej graczy i zobaczyłeś, jak się zachowują na scenie?

Nie miałem żadnych obaw, a także nie byłem zasmucony wynikami. Wiedziałem, że wiele nam brakuje i potrzebujemy dużej ilości czasu, aby wszystko naprawić. To był projekt, który miał wypalić długoterminowo, a nie od razu „kliknąć”. Przed sezonem zakładałem, że w pierwszych trzech tygodniach będzie nam szło kiepsko, a już w kolejnych dwóch damy radę powalczyć z topką.

Wielu opiniotwórców zakładało, że od razu będziemy walczyli o czołówkę, ale oni nie mieli z tyłu głowy tego, co ja. Bowiem pamiętałem cały czas o tym, że my odpadliśmy w kwalifikach do Polskiej Ligi Esportowej. Co prawda niektórzy mogą mówić, że przegraliśmy z powodu formatu BO1, lecz nie odpadliśmy po meczu z Pompa Team, lecz z drużyną, która była złożona ze zwykłych graczy z Challengera. To był dla mnie prysznic, który uświadomił mnie, że ta ekipa potrzebowała czasu.

W pierwszym tygodniu spodziewałem się wygranej z Piastem i przegranej z Pompą, ale zakończyło się to dwoma porażkami. Mimo tego nie byłem zły, bo widziałem, co musimy naprawić i wiedziałem, że potem poszybujemy w górę.

Ostatecznie się nie rozpędziliście, przez co dokonaliście wymiany Ippona na Shlatana. Co działo się wtedy w środku drużyny?

Wreszcie nastał moment, w którym po seriach przegranych wszyscy sobie uświadomiliśmy, że tą piątką nie zawojujemy na polskiej scenie. Tutaj też mogę powtórzyć, że miałem doświadczoną drużynę, dzięki czemu nie było żadnej implozji, ale zaczęły się pojawiać dynamiczne wypowiedzi albo takie, w których można było wyczuć brak walki. To był dla mnie bardzo trudny okres, bo musiałem się wtedy najbardziej wykazać. Nieraz pojawiały się nawet głosy, w których ktoś otwarcie mówił, że zawodzimy na całej linii i już powinniśmy olać treningi i po prostu dokończyć Ultraligę, a potem rozejść się w swoje strony. Wtedy musiałem utrzymać ekipę razem i wszystkich zmotywować. To się udało, ponieważ po każdej porażce braliśmy głęboki oddech i przygotowywaliśmy się do kolejnego scrima i meczu.

Jednak po pięciu tygodniach wiedzieliśmy, że potrzebujemy zmian. Tutaj można się zgodzić z Raxxo, który w innym wywiadzie powiedział, że dana piątką może po prostu nie działać. Przykładowo TSM potrafi mieć super skład, a nie może się zakwalifikować na Worldsy. W tym momencie League of Legends jest bardzo złożoną grą, w której jeden zawodnik może się nie dopasować do pozostałej czwórki.

Na co patrzyliście podczas wybierania zawodnika do zmiany?

Przez to, że to wszystko jest tak skomplikowane, nie potrafiliśmy ustalić jednej przyczyny i jednego zawodnika, którego chcielibyśmy wymienić. Wiedzieliśmy, że tego potrzebujemy i chcemy uzyskać troszkę świeżości w drużynie, ale nie byliśmy świadomi, kogo wybrać. Tak właściwie myśleliśmy nad zmianą na każdej pozycji. Sztab szkoleniowy, czyli ja z Nahovskym, odrzucał bezsensowne myśli, a dalsza decyzja była drużynowa. W pewnym momencie na scrimach dołączył do nas Shlatan, który z miejsca zagrał fenomenalnie i wniósł do drużyny coś, czego nie potrafił Ippon. Nie wiem, czy były to umiejętności mechaniczne, czy jego wpływ na akurat tę czwórkę zawodników, ale po prostu wypełnił pewne luki.

Przed samą zmianą najbardziej ja byłem przeciwko wyrzuceniu Ippona. Wiedziałem, że ten zawodnik jest świetny, a do tego z tygodnia na tydzień się poprawiał. Jednak on sam mi przyznawał, że nie potrafił odnaleźć swojego miejsca w R6T. Mówił mi, że nie zna swojej tożsamości wewnątrz drużyny, przez co nie wie co robić. A jak już coś próbuje, to mu to nie wychodzi. Bartosz jest świetnym zawodnikiem, który może wnieść wiele dobrego do każdej innej drużyny, ale po prostu u nas nie wypalił.

Oprócz tego rozegraliśmy dwa bloki scrimów z graczem na innej pozycji, lecz nigdy nie chcieliśmy tego ogłaszać publicznie. Po prostu decyzje o zmianach były drużynowe i stwierdziliśmy, że w starym wariancie nasza ekipa zadziała lepiej. Sam Shlatan wystarczył, aby wnieść dużo nowości.

Jak bardzo się jarałeś, kiedy wygrywaliście w drugiej fazie Ultraligi? Rosły wtedy twoje oczekiwania?

Jestem bardzo ostrożną osobą, więc ten hype rósł bardzo skromnie. Jednak wygrana po tylu porażkach zadziałała jak odtrutka na kaca, więc na pewno rosła ekscytacja wewnątrz drużyny. Ja wiedziałem, że mimo ósmego miejsca nie jesteśmy najgorszą drużyną w Ultralidze i w odpowiednich warunkach mogliśmy wiele osiągnąć. Przez to dla mnie osiągnięcie piątego miejsca nie było żadnym wyczynem. Gdybyśmy zajęli trzecią lokatę, to mógłbym się złapać za głowę, ale nie przesadzajmy z podniecaniem się z piątej. Dodatkowo dwie porażki i trudności w niektórych spotkaniach uświadomiły mnie, że nie zmiażdżymy wszystkich drużyn w lidze.

Masz jakieś przemyślenia po przegranym ćwierćfinale, czyli najważniejszym meczu R6T w Ultralidze?

Tak naprawdę to nie mam zbyt wielu, ponieważ kiedy przegrywasz i wiesz, że to koniec turnieju, to masz totalnie wywalone. W Ultralidze oglądałem powtórki każdego meczu i je analizowałem, a ćwierćfinału do tej pory nie obejrzałem drugi raz. Natomiast na pewno zawiodła nasza filozofia draftu. Chcieliśmy draftować wokół naszego duetu mid-jungle, przez co ostatecznie było u nas za mało skalowania. Teraz każdy nas może kojarzyć z wybierania LeBlanc oraz Lee Sina. Zlekceważyliśmy też trochę przeciwnika, ponieważ ja na wstępie mówiłem, że wygramy 3:0 albo 3:1, a nie pamiętałem o tym, że przecież Akademia udowodniła swoją wartość, kiedy awansowała do grupy mistrzowskiej.

Ja i Nahovsky popełniliśmy błędy w drafcie. Za bardzo skupiliśmy się na naszych komfortowych postaciach, na które Akademia miała kilka dobrych odpowiedzi. Powinniśmy w pewnym momencie serii wybić się z tego rytmu i wybrać coś kompletnie świeżego, a nie nieustannie powtarzać te same schematy. Na pewno było też kilka innych powodów, przez które przegraliśmy tę serię, ale nie chce się na nich skupiać, bo to po prostu nie ma sensu.

Porozmawiajmy o graczach, z którymi miałeś przyjemność współpracować. Pod pierwszą lupę weźmy Shlatana, który wśród społeczności ma opinię toksycznego zawodnika, z którym nie łatwo się dogadać. Jakie są twoje przemyślenia na temat Lucjana?

Shlatan na pewno jest postacią charakterystyczną, o której każdy ma swoją opinię. W samym R6T był bardzo pomocny i wniósł wiele do drużyny. Najlepsze jest to, że przyszedł tutaj bez ciężaru, który posiadał w Illuminar. Tam było widać, że miał na sobie presję, przez którą często missował jakieś ważne skillshoty albo zdarzało się, że musiał oddawać obozy w dżungli Humanoidowi. U nas był pewny siebie, nie przechwalając się przy tym swoim poziomem. Dawał z siebie wszystko, a jednocześnie wymagał tego od innych zawodników. To działało motywująco, a jednocześnie nie psuło atmosfery, bo on nie był toksyczny. Po prostu pokazywał swoją pewność i ambicję w swoich czynach. Przyszedł i stał się modelem. Od razu przejął rolę shotcallera i wychodziło mu to z reguły pozytywnie, bo miał dokładnie taką samą wizję, jak reszta ekipy. Na pewno pełnił kluczową funkcję w naszym „sukcesie”.

Dlaczego tak pozytywnie wspomniałeś o Matisławie na początku naszej rozmowy?

Bo Matisław smurfował. Był dobrym midlanerem w słabo radzącej sobie drużynie. Na pewno można mu było zarzucić kilka braków w puli bohaterów, ale on wie, jak grać w LoL-a. Zna swoją pozycję i dobrze wykonuje wyznaczone mu zadania. Dodatkowo rozwinął się w tej drużynie, a jego statystyki świadczą o tym, że był jednym z najlepszych midlanerów. Jestem pewny, że w 2019 roku będzie w bardzo dobrej drużynie. Mogę przyznać, że to on był najbardziej wartościowym graczem R6T. Nieważne, czy trafi dobrej formacji w Polsce, czy za granicą, to będzie dla niego zwycięstwo. On mi przypomina Doublelifta, z którego na początku wszyscy się śmiali, a teraz uznają go za najlepszego zawodnika w Ameryce Północnej. Wreszcie przyjdzie sezon, po którym Matisław będzie sobie farmił trofea.

A co z Kackosem, który łapał na siebie najwięcej krytyki podczas sezonu Ultraligi?

Bo nie miał dobrego sezonu. Podtrzymuję moje zdanie, że drużyna nigdy się nie nauczyła wykorzystywać Kackosa, ale też on sam miał po prostu słabszy okres. Regularnie popełniał błędy, miał braki w puli bohaterów, a do tego nie był bardzo wokalny. Jestem teraz bardzo skonfundowany, ponieważ wchodząc do Ultraligi miał za sobą kilka sukcesów na bałkańskiej scenie oraz dobry pokaz na European Masters. Było to bardzo obiecujące, a końcówka sezonu na pewno go zdenerwowała. Musi popracować nad swoimi błędami, ale on ma ogromny potencjał i wiem, że może wrócić do samej czołówki. Może na początku kolejnego sezonu wiele osób nie będzie na niego zwracało uwagi, ale potem może się o nim znowu zrobić głośno.

Co czeka itzRenifera oraz Raxxo po przygodzie w R6T? Był to dla nich dobry okres?

Uważam, że tak. To była najbardziej niedoceniana część naszej drużyny. Na pewno popełnili kilka błędów, ale przez całą Ultraligę łapali zabójstwa na dolnej alejce i byli fundamentami naszej drużyny. Wiem, kto kogo zdabował przed ćwierćfinałem ligi, ale na Summoner’s Rift było z tym różnie.

Renifer i Raxxo złapali bardzo dobry kontakt. Oni mają podobne charaktery, dzięki czemu dogadywali się ze sobą i zostali kolegami. To im pomagało. My na pewno nie wykorzystaliśmy ich pełnego indywidualnie potencjału, ponieważ przykładowo Raxxo w Panathinaikos był trochę innym typem wspierającego. Do dzisiaj żałuję, że nie udało nam się znaleźć konfiguracji drużyny, w której on mógłby pokazać nam trochę zagrań. Z drugiej strony potrzebowaliśmy go na Alistarze oraz Braumie, więc cieszy mnie to, że on potrafił się do tego przystosować.

Jak udany był ten split dla R-SIXTEAM i czego spodziewasz się w przyszłości?

Które miejsce zajęliśmy w Ultralidze? Piąte. Możemy debatować, że piąte i szóste, ale byliśmy lepsi od Wisły, więc piąte. Czy jesteśmy w top4? Nie, więc jest źle. To jest mój algorytm oceniania. Nie jesteśmy w czołowej czwórki, więc to nie jest sukces. Jest okej, ale powinniśmy wygrać z Akademią. Rozumiem to, gdybyśmy przegrali w ćwierćfinale z Szatą lub Pompą, ponieważ byłoby to łatwiejsze do usprawiedliwienia. Patrzę na moich graczy i ja widzę, że oni mogli osiągnąć dużo więcej. W 2019 roku dadzą więcej czadu, a to samo zrobi R6T. Nowa organizacja była beneficjentem tego debiutu, ponieważ pokazała świetne aspekty sportowe oraz zdobyła miłość polskich kibiców. Wieczór po przegraniu z Akademią spędziłem z uśmiechem na twarzy, ponieważ sama porażka była smutna, ale przygoda z projektem wspaniała. Każdy pracownik się tutaj rozwinął i wyjdzie z niej silniejszy. Zwykle rozstania w Polsce są otoczone goryczką, a u nas będzie ono bardzo przyjemne i w dobrej atmosferze.